Debora starała się zachować kamienną minę na tyle długo, by wszyscy zostawili ją samą. Wszystko zwaliło się jej na głowę i choć dawała radę czuła się zmęczona. Miała wrażenie, że wszyscy na niej zbytnio polegali, by tylko odciążyć siebie.
Podeszła do okna i otworzyła je wpuszczając do swojej kiltki srebrne światło księżyca i parne powietrze, które jeszcze nie zdążyło po gorącym dniu poddać się wieczornemu chłodowi. Pochyliła głowę do przodu zakrywając twarz i głęboko oddychając.
A więc nie chcą pozwolić jej zespołowi na wystawę o nagości? Jeszcze zobaczą, będzie ich nachodzić codziennie i truć im głowę póki się nie zgodzą. Wszystkie prace były gotowe, ale wielmożna dyrekcja nie raczyła nawet na nią spojrzeć. I to jeszcze żeby to było dlatego, że tematem głównym jest nagość. Niech nie kombinują oni wszyscy w klubie dobrze znali powód. Radzie szkoły nie podobał się coraz większy wpływ ich klubu na szkolną młodzież. Szlag! Myślała nad petycją z podpisami uczniów, ale wtedy zapewne podejrzenia nauczycieli względem domniemanego złego wpływu na szkolną młodzież tylko by się pogłębiły... A przecież właśnie o to chodziło, by obudzić wszystkich w tej szkole i skłonić ich do przejawiania jakiegoś artyzmu...
Poczuła, że wytrzymałość jej cierpliwości jest na wyczerpaniu. Kolejny stresujący dzień, a ona nie ma zielonego pojęcia co począć. Cała ta frustracja powodowała tylko, że zaczynała myśleć jak smarkacz. Dekoncentrowała się i nie wiedziała co robić, żeby nauczyciele zmienili zdanie. Wiedziała, ze każde agresywne zachowanie z ich strony tylko oddali możliwość powrócenia klubu w ramy szkolnego życia. Obcięte koszty, odejście kilku członków i zwrócenie przeciw sobie części grona pedagogicznego nie wróżyły zbyt dobrej przyszłości.
Debora oparła czoło o zimną szybę i dopuściła wreszcie do głosu myśli, które skrzętnie cały czas starała się tłumić.
Nie odzywał się już tak długo...
Znudziło mu się pisanie opowiadań? A może stracił zainteresowanie jej osobą? Nienawidziła tego przywiązania do Bezimiennego. Dekoncentrowało ją. Nikt inny nie wiedział o niej tyle, co on. Nie wiedział tylko jak bardzo się od niego uzależniła. Ukrywała to w końcu całkiem nieźle. Może i dopiekała mu odrobinę więcej, ale to nie powinno się w końcu tak bardzo wyróżniać.
Dziewczyna stała tak przy oknie przez następne minuty chłonąc w siebie wzrastającą noc. Pozwoliła myślom i uczuciom rozlać się we własnym wnętrzu. Drgnęła kiedy do głowy wpadł jej szalony pomysł na odreagowanie.
Jeśli przyłapali by ją poza akademikiem w środku nocy miałaby niezłe kłopoty. Może i wielu innych już to robiło, ale oni nie mieli świeżych zatargów z radą szkoły. Pieprzyć to, pomyślała mściwie i ubrała lekkie baleryny na przeprawę przez las. Wiedziała gdzie podąży. Sceneria jego ostatniego opowiadania, które czytała kilkukrotnie, męczyła jej wyobraźnię. Nie chciała się do tego przyznawać ale wtapianie się w słowa pisane jego ręką było... głębokie. Jakby tatuowała jego świat na swojej duszy.
Odpychała to uczucie jak najbardziej mogła. To żałosne zauroczyć się mężczyzną, którego nie widziało się na oczy.
Sfrustrowana wymknęła się na korytarz i pobiegła w stronę składziku na uszkodzone szkolne sprzęty, które przenoszono do starej sali na dole w ich dormitorium z barku miejsca w kotłowni głównego budynku akademika. Już dawno odkryła jak można potajemnie wymknąć się ze szkoły, ale nigdy jeszcze jej ta wiedza nie była tak potrzebna jak teraz.
Rola założycielki zajęć pozalekcyjnych z zakresu szeroko rozumianej sztuki pozwalało jej poznać szkołę od innej strony. Poznała tak wiele zapomnianych zakamarków samoistnie, ale dopiero teraz, kiedy i na nią padł czas buntowania się przeciw nauczycielom, doceniła jak wiele wiedziała o szkole.
To dzięki temu przecież miała swoje małe schronienie w okrągłym pokoiku.
Korytarze rozbrzmiewały jeszcze wieczornym krzątaniem się dziewczyn. Debora kilka razy musiała przeczekiwać we wnękach dłużące się minuty, by nie zostać przyłapaną na korytarzu w stroju wyjściowym.
Składzik był dużym, zakurzonym i bardzo cichym miejscem, w którym unosiła się specyficzna atmosfera skondensowanego zamyślenia i resztek przeszłości. Chyba wszystkie miejsca w których pozostawiono zniszczone lub niepotrzebne przedmioty miały w sobie taką aurę.
Debora przecisnęła się między jakąś rzeźbą, której nie widziała zbyt dobrze w półmroku, a rzędem ławek. Zakrztusiła się na chwilę kurzem i dotarła do małego okienka. Gdyby była choć kilka kilo grubsza nie przecisnęłaby się przez nie. Posiadanie filigranowej budowy miało swoje plusy.
Po kilkunastu minutach przeciskania się przez okienko stanęła na trawniku cała ubrudzona kurzem. Nie wspominając o kilku dziurach w bluzce, które pojawiły się po zatknięciu z drzazgami i jednym wystającym z framugi gwoździem, który pozostawił na jej boku lekko krwawiące lecz cholernie piekące zadrapanie. Dla wolności warto się poświęcić.
Pozwoliła sobie na to wymknięcie tylko dlatego, że następny dzień był dniem wolnym od zajęć. Inaczej w życiu nie wymknęłaby się do lasu, by dotrzeć w dwie godziny do jeziora. Razem cztery godziny drogi plus czas, który spędzi na miejscu. To już prawie zakrawało na sadomasochizm. Dodajmy jeszcze do tego różnorakie niebezpieczeństwa czyhające w nocnych zakamarkach lasu i będziemy mieli kandydatkę na Najbardziej Nierozważną Dziewoję Roku. Nie wspominając o tym, że ktoś może zauważyć jej nieobecność, lub w najgorszym scenariuszu zamknąć okienko.
Mimo wszystkich argumentów przeciw, a prawie żadnemu za, ruszyła by w kilka minut dotrzeć do granicy lasu. Kiedy przecinała szybkim biegiem otwarty plac skweru miała wrażenie, że biegnie z sercem w dłoniach. Utrzymywała nadzieję, że była na tyle dyskretna, że nikt jej nie zauważył.
Przeprawa przez las okazała się wiele łatwiejsza niż podejrzewała. Nawet w nikłym świetle księżyca nie miała najmniejszego problemu z orientacją i przeprawą przez zwalone kłody i dziury.
Tak naprawdę zdumiewało ją, że ta podróż wydawała się jej... naturalna. Przez głowę przebiegła jej myśl, że czuje się jak dzikie zwierze. Leśne odgłosy były miłe dla ucha; niosły ze sobą cichą muzykę.
Ta wyprawa dostarczyła jej nielichej rozrywki. Nigdy nie czuła się taka... swobodna i mało tego- bezpieczna. Absurd tego stwierdzenia trochę nią wstrząsnął. W końcu była nocy a ona znajdowała się całkiem sama w głębokim lesie.
Gdzie się podział jej strach? Powinna go odczuwać. To chore, że tak nie było. To nienormalne, że była taka rozluźniona. Pierwszy raz dała się tak bardzo ponieść instynktowi i było to ni mniej ni więcej tylko wspaniałe.
Kiedy dotarła do jeziora nie miała nawet zadyszki, a wspomnienia dopiero co odbytej drogi przyprawiały ją o przyjemne dreszcze. Zupełnie zapomniała o problemach chłonąc w siebie nowość tego doznania. Wiedziała, że od tej pory las będzie działał na nią przyciągająco.
W lustrze wody odbijał się niemalże biały księżyc w pełni. Uśmiechnęła się. To wszystko było takie piękne. Przypominało jej wystawę klubową o nocy, która była jedną z pierwszych na jakie przekonała drużynę. Westchnęła melancholijnie i z jakiegoś powodu nostalgicznie. Chciałaby dzielić z kimś takie chwile.
Niestety teraz zawładnęły nią niespodziewanie inne przykre myśli. Nie podejrzewała by kiedykolwiek doszły do głosu. To nie były kompleksy na temat swojego wyglądu, bo myślała o nim wybitnie rzadko jak na dziewczynę. Uświadomiła sobie po prostu, że nigdy jeszcze nie czuła się kobietą. Nikt nie widział w niej nigdy żeńskiego pierwiastka, więc sama też często o nim zapominała. Przez całą tą charyzmę traktowano ją bardziej jak siłę natury niż żywego człowieka z krwi i kości. Westchnęła i pomyślała, że odzywają się w niej z dużym opóźnieniem młodzieńcze hormony. Tylko tego brakowało...
Wzięła kilka oddechów pełną piersią czując zapach wody i lasu. Nigdy nie była aż tak świadoma swojego najbliższego otoczenia. Poczuła się kompatybilna z otaczającą ją naturą.
Jakby w transie podeszła do piaszczystego brzegu bardziej stawu niż jeziora. Powoli delektując się każdym ruchem zdjęła z siebie ubranie i stanęła całkiem nago w ciepłym mroku nocy. Później chwyciła za gumkę utrzymującą jej włosy w koku i pierwszy raz od bardzo długiego czasu rozpuściła pukle, uświadamiając sobie, że sięgają już do jej kolan. Zwykle nie zwracała uwagi na ich długość. Poczuła się trochę jak leśna nimfa i zachichotała kiedy uprzytomniła sobie jak dziecinna była to myśl. Chichot wywołał u niej wybuch radości. Niekontrolowany i niespodziewany. Las przeciął jej głośny krzyk, a zaraz po nim szaleńczy śmiech. Zaczęła tańczyć i skakać pędzona potrzebą wykrzyczenia z siebie własnej duszy, która miała w sobie zawsze za dużo energii.
Włosy obejmowały całe jej ciało, a gdy poruszał nimi delikatny wiatr cudownie łaskotały jej skórę. Czuła się prawie jak w ekstazie. Gdzieś głęboko wewnątrz niej budził się żar, którego jeszcze nigdy nie czuła. Porządnie, pragnienie bycia dotykaną. Ledwo powstrzymywała drżące dłonie przez błądzeniem po skórze. Była podniecona chyba po raz pierwszy w życiu. Oddychała głęboko i spazmatycznie zaciskając bezwiednie nogi. Jęknęła, bo nie chciała czuć tego obezwładniającego rozedrgania. Woń lasu nie pomogła się jej uspokoić.
Jedyny ratunek stanowiła dla niej teraz zimna woda.
Pędzona chęcią uspokojenia się zrobiła kilka kroków, aż nie poczuła na stopach wilgoci wody. Z kolejnej godziny pamiętała niewiele zachowując tylko odległe wspomnienie cicho gasnącego wewnątrz jej ciała ognia.
Przez kolejny tydzień, dzień po dniu, Debora musiała przekonywać samą siebie, że kolejna wyprawa nad jezioro musi poczekać.
Bezimienny nadal milczał, problemy ze zrobieniem wystawy o nagości też pozostawały aktualne. Mimo to jej drobna postać czerpiąc siły z nowo zdobytej drogi odreagowania, zamknęła nieco bardziej niż zwykle drzwi dla swojego drażliwego temperamentu. Nie mogła jednak zrobić tego samego z oczami, na widok których nawet najbardziej zamknięci na sztukę nauczyciele czuli się malutcy, co w połączeniu z jej brakiem zwyczajowego buntowania się, powoli, kroczek po kroczku, dawało rezultaty.
<cd. nastąpi>