Pisk ten żałosny niósł więcej niż
wrzask, bo pośród wielu rodzai krzyków - tych strachliwych,
gniewnych, bezsilnych, przerażonych - każdy kończy się ciszą
brzemienną, lub ciszą zmęczoną, lub nawet ciszą spokojną. Tak
pamiętam te rzeczy sprzed eonów. Długo sobie je przypominałam.
Sądzę, że jest ograniczone miejsce w duszy ludzkiej produkujące
krzyk, a im szybciej się opróżnia w erupcji, tym dźwięk jest
straszliwszy. Ten musiał być głośny, wiedziałam to, bo wwiercił
się w membranę rzeczywistości i jeszcze niemal słyszałam jego
echo. W skali zawodzeń, tych małych i tych agonalnych, jest też
miejsce na krzyk milczenia. Może dlatego tak wyraźnie mnie doszedł
- postradałam uszy gdzieś między razem tysięcznym, a
dziesięciotysięcznym własnego wycia. Bez nich lepiej słyszę.
Zdarzało się już wcześniej, że nie było takiego dźwięku, ani
nawet gardła, ani niczego, co mogłoby zawodzenie istoty zmieścić
w akordach. Wtedy spojrzałam na oczy, bo one czasami radzą sobie
lepiej z krzyczeniem. Błyszczały wybałuszone i ślepe na świat.
Oszacowałam czas przemiany, zakładania szwów. Usiadłam w kącie i
czekałam przez milenium, może dwa. Później pojawił się pisk.
Ciało istoty przypomniało sobie, że istnieje inny stan niż ten
zawieszony w erupcji, co rozpleniła się jak zaraza na wszystko czym
stworzenie było do tej pory. Ono wreszcie obudziło się, a ja
zobaczyłam wewnątrz bliznę; rana zasklepiła się każdym akordem
i wibracją lamentu. Pamiętałam jak to jest. Pomyślałam nawet
przez chwilę o nostalgii. Zatęskniłam za bólem. Ono znów wydało
pisk, jęk, rzężenie, nie ważne co. I tak było za późno. Ranę
zadano, która pozostawiła stworzenie innym, bezpowrotnie. Ból
uszlachetnia tylko bogów. Ludzie są za słabi. Tak pamiętam.
Ciekawe czy ono też znajdzie swoje "ja". Kiedy się
tworzyłam zapomniałam o nim. Ciekawe czy za milenium, może dwa,
przypomnę sobie coś więcej. Jakąś drogę, cel. Tamten żałosny
pisk niósł więcej niż krzyk, bo czekałam milenium lub dwa na
brzmienie, które nie będzie krzykiem. Ja postradałam swój głos
po dziesięciotysięcznym lamencie. Oczy też straciłam po
dziesięciotysięcznej liczbie płaczów. Bez nich lepiej widzę.
Pomogłam nowej istocie wstać i otrzepać skrzydła. Może przypomnę
sobie, do czego służą. Za milenium, może dwa...
Tytuł - "To w krzyku rodzą się anioły."