Wszystko o niczym i nic o wszystkim. Czyli co się dzieje w duszy nihilisty.

I wszystko na nic,
Myślę, że zapomniałam,
Jak powinno brzmieć słowo "talent".

piątek, 9 listopada 2012

Tytuł na końcu, inaczej zepsułby treść.

Pisk ten żałosny niósł więcej niż wrzask, bo pośród wielu rodzai krzyków - tych strachliwych, gniewnych, bezsilnych, przerażonych - każdy kończy się ciszą brzemienną, lub ciszą zmęczoną, lub nawet ciszą spokojną. Tak pamiętam te rzeczy sprzed eonów. Długo sobie je przypominałam. Sądzę, że jest ograniczone miejsce w duszy ludzkiej produkujące krzyk, a im szybciej się opróżnia w erupcji, tym dźwięk jest straszliwszy. Ten musiał być głośny, wiedziałam to, bo wwiercił się w membranę rzeczywistości i jeszcze niemal słyszałam jego echo. W skali zawodzeń, tych małych i tych agonalnych, jest też miejsce na krzyk milczenia. Może dlatego tak wyraźnie mnie doszedł - postradałam uszy gdzieś między razem tysięcznym, a dziesięciotysięcznym własnego wycia. Bez nich lepiej słyszę. Zdarzało się już wcześniej, że nie było takiego dźwięku, ani nawet gardła, ani niczego, co mogłoby zawodzenie istoty zmieścić w akordach. Wtedy spojrzałam na oczy, bo one czasami radzą sobie lepiej z krzyczeniem. Błyszczały wybałuszone i ślepe na świat. Oszacowałam czas przemiany, zakładania szwów. Usiadłam w kącie i czekałam przez milenium, może dwa. Później pojawił się pisk. Ciało istoty przypomniało sobie, że istnieje inny stan niż ten zawieszony w erupcji, co rozpleniła się jak zaraza na wszystko czym stworzenie było do tej pory. Ono wreszcie obudziło się, a ja zobaczyłam wewnątrz bliznę; rana zasklepiła się każdym akordem i wibracją lamentu. Pamiętałam jak to jest. Pomyślałam nawet przez chwilę o nostalgii. Zatęskniłam za bólem. Ono znów wydało pisk, jęk, rzężenie, nie ważne co. I tak było za późno. Ranę zadano, która pozostawiła stworzenie innym, bezpowrotnie. Ból uszlachetnia tylko bogów. Ludzie są za słabi. Tak pamiętam. Ciekawe czy ono też znajdzie swoje "ja". Kiedy się tworzyłam zapomniałam o nim. Ciekawe czy za milenium, może dwa, przypomnę sobie coś więcej. Jakąś drogę, cel. Tamten żałosny pisk niósł więcej niż krzyk, bo czekałam milenium lub dwa na brzmienie, które nie będzie krzykiem. Ja postradałam swój głos po dziesięciotysięcznym lamencie. Oczy też straciłam po dziesięciotysięcznej liczbie płaczów. Bez nich lepiej widzę. Pomogłam nowej istocie wstać i otrzepać skrzydła. Może przypomnę sobie, do czego służą. Za milenium, może dwa...
Tytuł - "To w krzyku rodzą się anioły."