Zapomnij stare wiersze i przemilczany czas,
To był wschód w płótnie, nad płótnem
Starego impresjonisty, może Moneta,
Na którego falach pływaliśmy od nocy do świtu.
Wtedy znudziła Ci się sielanka carpe diem,
Pognałaś za siłą, Zaratustrą, Nadczłowiekiem.
Zakochałaś się w ateizmie. Od - kochałaś w duszy,
Której istnienie było już zaledwie mitem. Marzeniem... ?
Czasem, ażeby zapełnić dziurę nihilizmu,
Puszczałaś słodkie oczko do Epikura,
Potem hedonizmu, i temu poniżej,
Bo zło nie ma dolnej granicy, tłumaczyłaś.
"Z deszczy pod rynnę. Z rynny do szamba."
Wyrzuciłaś ostatnią działkę do ścieków.
Zechciałaś to opisać, bo to ważna chwila.
Rozum nad ciałem, duch nad materią...
Nawet się umyłaś, uczesałaś ośćmi ryby,
Pasma wanitatyzmu, pomalowałaś usta.
Uzbrojona w ból życia a la przejrzały Werter.
Pognałaś i zapukałaś do bram Edenu,
Pokonana człowieczeństwem.