******************
To mogło być wszystko; biała foliowa torebka, kawałek wczorajszej gazety, lub może nawet tylko jakieś faliste odbicie świateł przejeżdżającego samochodu.
Więc dlaczego moja niepokorna wyobraźnia pomyślała przez chwilę, że mógłby to być anioł?
Absurdalne, lecz niestety poruszające we mnie wiele trudnych kwestii.
Błąd, uświadomiłam sobie, moja wyobraźnia nie podpowiedziała mi cóż to mogła być za istota, lecz co ona pomyślała by o mnie widząc mnie właśnie w tej chwili?
Kiedy stałam nago, będąc świadomą każdej niedoskonałości mojego ciała, z opuszczoną twarzą i bardzo długimi włosami, gęsto i puchato oblepiającymi brzydkie w swej prawdziwości piersi, rozpuszczonymi przed myciem.
Zastanawiałam się, czy znalazłby we mnie coś godnego chwili uwagi, lub może nawet oczarowującego?
Czy może zastanowiłby się przez chwilę nad pustym spojrzeniem, kiedy moja twarz wyrażała znudzenie prozaicznością codziennych ablucji?
Czy stwierdziłby wśród całej tej brzydoty, że moje ruchy są delikatne, zastanawiające, przepływające w melancholii mojego istnienia do nieoczyszczonych jeszcze fragmentów ciała?
Czy zauważyłby, jak czasem mimochodem unoszę wargi w subtelnym uśmiechu Sfinksa, pod wpływem kolorowych scen poddawanych przede mnie własnych, na poły naiwnych imaginacji, lub może po prostu wspomnień dzisiejszych uśmiechów i zachowań moich malutkich dzieci?
Ba! Mogłabym wtedy rozmyślać nawet o aniołach!
Wyobraźnia podsyłała mi aż za dużo możliwych form ich bytów.
Może były tylko bezcielesnyny istotami kierowanymi wyższą wolą?
Może były jednak na przykład plamą światła z własną świadomością?
Może były tak malutkie, że nawet, gdybym w nie wierzyła, to bym ich nie zauważyła?
Jak szansa, która puka czasami zbyt cicho.
A może jednak były podobne do ludzi?
Może przestały być tak człowiecze pod wpływem niemal ubezwłasnowolnienia przez ogrom ich boga?
Może nie miały jednak poczucia własnego ,,ja'', wolnej woli, wyobraźni?
Co anioły mogłyby myśleć o ludziach?
Że są żałośni? Może tragiczni, lub groteskowi?
A może po prostu inni, lub piękni?
Woda już całkiem wystygła a ja siedziałam w niej zapatrzona w myśli.
Może miały być one spowodowane pragnieniem, które nie chciało we mnie umrzeć?
Chciałam chcieć wierzyć. Nie umiałam.
Wiara jest dla tych, którzy nie tracą złudzeń.
A może nie? Może jest dla tych którzy po prostu mają nadzieję, a może potrafią żyć tylko tak? Nie biorąc oczywistej głębokiej odpowiedzialności za swe czyny.
Boją się nie mieć gotowej już i wyznaczonej drogi przez życie?
Mogę chyba powiedzieć, że wierzę, jeśli ta wiara jest taka ważna.
Wierzę w szukanie na każdym kroku piękna, nawet kiedy od urodzenia życie się ze mną nie patyczkowało.
Może przede wszystkim dlatego?
Myślę, że każdy człowiek potrzebuje się czasem wyspowiadać.
Nawet zatwardziali altruiści tak robią, tylko jak ja, we własnym wnętrzu.
I jest to z mojego punktu widzenia spowiedź ważniejsza, bo bardziej szczera.
Wstałam z zimnej wody i wytarłam się ręcznikiem, chcąc wyższego potwierdzenia własnego piękna, które przecież nigdy nie miało nadejść, nawet jeśli nie mogłam unicestwić tej małej iskry nadziei w mrokach własnej duszy.
*********************************