**************
Tańczyłam w eleganckim barokowo urządzonym pokoju. Przez ogromne uchylone okno do pomieszczenia, prócz zimnego światła ogromnego księżyca wpadała słodka woń ogrodowych róż.
W dużym zwierciadle o misternej złotej ramie odbijał się mój magiczny kącik; podłoga z ciemnego drewna, czerwone kotary zasłon i smukła bordowa sofa.
Pomieszczeniu ciepła dodawały złote ogniki kilku strategicznie rozstawionych grubych świec
Przebywałam tu zawsze, gdy mój mały braciszek miał próby gry na fortepianie.
Z czasem, gdy jego gra coraz bardziej przypominała ujętą w nuty magię, przypływając do mnie przez ściany, zaczęłam tańczyć.
Musiałam dać upust tej kotłującej się we mnie sile muzyki.
Ciepłe ruchy powietrza i widok księżyca dochodzący do mnie z półprzymkniętych powiek sprawiały, że czułam jakbym była w raju.
Nagie stopy odbijały się od błyszczącej podłogi w złożonym rytmie. Serce biło coraz mocniej. Jedwabiście miękkie pukle włosów ocierające się o odkrytą skórę pleców były najprzyjemniejszą z pieszczot.
Moje ciało radowało się melodyjnością ruchów, a dusza możliwością bycia elementem czegoś tak doniosłego w swym prostym pięknie.
Spod cienkich fałd białej sukienki przypominającej dzwoneczki raz po raz wynurzały się smukłe nogi wykonujące coraz to śmielsze piruety, a dłonie pieściły tę muzykę układając się w skomplikowane szybkie i eleganckie ruchy.
Jakże chciałabym by ktoś mógł ze mną doświadczyć tego szalonego upojenia.
Jakże chciałabym podzielić się z kimś tym pięknem.
Wirowałam do utraty tchu bądź jedynie lekko kreśliłam w powietrzu faliste smugi podkreślające dochodzące mnie tony.
Dziś coraz bardziej się zapadałam, nie potrafiłam opanować różnorodnej natury rozchodzących się po mojej duszy doznań.
Byłam zahipnotyzowana.
Nie wiedząc kiedy znalazłam się w dużych, silnych i ciepłych ramionach.
Mój partner aksamitnym dotykiem pomógł mi uwolnić duszę a ciało pokierować tak, by wyrażało esencję i najgłębszą istotę muzyki.
- Anastazja, Anastazja, Anastazja.
Rozlegał się jego szept pełen uczucia, wplatając idealnie sylaby mojego imienia w otaczający nas rytm.
To już nie mogła być tylko gra mojego braciszka; słyszałam blask magicznej tafli księżyca, słyszałam kuszący zapach róż i odganiające ciemność promyki świec.
Mogłam dotknąć esencji piękna i stać się jej częścią.
W rozmarzeniu spojrzałam w twarz dotykającego mnie mężczyzny.
Uśmiechał się do mnie lekko najpiękniejszym rodzajem uśmiechu- takim, który przychodzi po życiu wypełnionym ciemnością i cierpieniem.
Byłam jego gwiazdą.
Z oczu płynęły mi łzy. Rozpoznałam go. Mojego zagubionego przyjaciela ze snów.
Jakże za nim tęskniłam gdy od którejś nocy przestał odwiedzać mnie w krainie Morfeusza.
Jego srebrne włosy prosto opadały poniżej ramion na poły czarnego prostego stroju.
Jego oczy patrzyły na mnie swoim błękitem jakby to patrzył ozdrowiały ślepiec.
- Choć moja piękna, choć Anastazjo do swojego domu. Wróć.
Przy akompaniamencie ostatnich tonów muzyki wpierw uklęknął i podwojami tchu musnął moją dłoń gorącym pocałunkiem.
- Moja miłość, moje życie wróciło.- wyszeptał płacząc.
Mój Zagubiony Anioł wstał ujmując moją rękę w szczerym uścisku i zaprowadził mnie do raju.
Przeszliśmy oboje do innego świata wtapiając się w tafle lustra.
Ostatni ton muzyki zastał na parkiecie smukłe, drobne ciało, leżące bez ruchu. Puste.
******************