Wszystko o niczym i nic o wszystkim. Czyli co się dzieje w duszy nihilisty.

I wszystko na nic,
Myślę, że zapomniałam,
Jak powinno brzmieć słowo "talent".

sobota, 19 marca 2011

Światła, kamera, duch.

Jak zwykle, gdy przyszła godzina 14 nie ważne nawet, którego dnia tygodnia, przełączyłam kanał bajek, na którym facet w stroju różowego dinozaura śpiewał jak to kocha dzieci, na kanał z programem o łowcach duchów.
Nie wiedzieć czemu stało się to na tyle przewidywalne, że nawet dzieci przyzwyczaiły się z czasem do zmiany kanału.
Nie żeby rzeczony program był jakiś super ciekawy, czy inteligentny.
Ale w życiu bez perspektyw, wśród nudy i rozrzuconych zabawek, nawet najżałośniejszy program jawi się jako objawienie.
Głupota nie chodzi drogą tylko skacze na skakance słomianego zainteresowania, potrzebnego by na chwilę tylko zapomnieć o żałosności tego świata, lub by na tyle się w niej zanurzyć by przestać ją dostrzegać.
I zawsze kiedy program o łowcach duchów dobiega końca myślę z uczuciem podwójnego deja vu jaki jest głupi. I jaka ja jestem głupia oglądając go.
A może jednak nie jest? W końcu to tylko banda dorosłych facetów podnieca się niewytłumaczalnym dźwiękiem trwającym całe dwie sekundy, lub nikłym niewyraźnym cieniem na ścianie.
Wow. Normalnie objawienie. Ale kiedy program trwa takie trywialne szczególiki jakoś mi ulatują. No i co, że ich entuzjazm przypomina mi występy klaunów w cyrku.
A potem myślę i myślę, że to nie ważne, dopóki można się wczuć w ich położenie.
W ciemnościach, z ciężkimi już powiekami, wyczuwają każde drgnienie powietrza, końcówki palców im drżą od naelektryzowanej atmosfery, tworzonej nie tyle przez domniemanych lokatorów z zaświatów, co przez ich pragnienie by oni istnieli.
Nawet jeśli głupie, to w końcu ciekawe. A to najważniejsze.
Nagle któryś z mężczyzn zatrzymuje się i nasłuchuje, jednocześnie chcąc i nie chcąc usłyszeć upiornego dźwięku. I wtedy w moich oczach klauni tracą kolory a ich czerwone nosy odpadają.
Są w ciemnościach czarno-biało-szarzy, poruszają się cichutko, a ich oczy prawie wychodzą z orbit chcąc zobaczyć ducha.
I oto transformacja dobiega końca, z klaunów stali się mimami.
A mimowie są straszniejsi niż nawet upiory, bo po co grzebać się w historiach o duchach? Dla wyjaśnienia własnych zjawisk? Dajcie spokój.
No i co widziałem ducha, i teraz chce wytłumaczenia co to było dokładnie.Jasne. Chcecie tylko potwierdzenia, że śmierć nie jest definitywnym końcem.
zanudzona89 (12:17) : Ale znów przychodzi do mnie refleksja, że ja też bym tak chciała. Bo pasja, nawet jeśli głupia, to zawsze pasja.
zanudzona89 (12:19) : Nie wspominając o innych ciekawych aspektach ich ,,pracy'', jak podróżowanie po różnych krajach, poznawanie mrożących krew w żyłach historii, i zagapianie się na piękne tyłki a to Latynosek, a to Niemek.
Ciekawie.
A potem znów myślę; a jak by to było być tym duchem?
Nie rezydualnym, bo one są nudne jako odtwarzane tylko krótkie filmiki, nie na ekranie, tylko na otoczce realizmu.
Jak krzyczę im do mikrofonu chcąc by mnie usłyszeli, ale nagrany przez nich dźwięk jest w efekcie tylko ledwo zrozumiałym szeptem.
Jak wybierać się na polowanie na duchy to z lepszym sprzętem, kochani.
Albo chce ich uderzyć w twarz, co jest dla nich wyczuwalne zaledwie jako lekki zefirek.
No i czemu zawsze mam wrażenie, że biorą w różne miejsca nie taki sprzęt, jaki trzeba.
A może gdyby zamiast kamery wzięli mikrofon, lub termowizor? Może a nuż nagrali by coś bardziej kręcącego oglądaczy niż niewyraźny cień lub szept.
Gdyby duchy istniały uwięzione na tym świecie pewnie krzyczałyby im w twarz z nudów!
A potem znów myślę, że ja przecież też trochę boję się ciemności, i pająków, i wizualnej grozy pustych zamków i świątyń.
Ale, że horrorów nie lubię, nie wiem czy czerpałabym z takich eskapad przyjemność.
Za to chciałabym , żeby wreszcie nagrali ducha z prawdziwego zdarzenia. Byłoby ciekawie.
I wyobrażam sobie, że któryś z tych tymczasowych mimów wchodzi do pustego pokoju, a tam siedzi sobie duch i pali fajkę mówiąc ,,godziny odwiedzin post mortem już minęły'' a potem rozpływa się we mgle i oparach widmowego dymu z cygara śmiejąc się spoza grobu.
Po co szukać duchów, skoro sami nimi jesteśmy?
Miniemy jak wszytko inne. I jesteśmy już mistrzami zapominania o swoim przemijaniu.
A potem pstryk, światło zalewa ten przerażający obraz półcieni i zmienia go znów w jakże przewidywalny i nudny realizm, a głos szefa mówi ,, Na dzisiaj kończymy, zbierajcie sprzęt.''.
Z mimów znów stają się żądnymi przygód klaunami, mniej zabawnymi niż zwykli ludzie.
*******************