***********************
Opowiem wam o miejscu jedynym w swoim rodzaju.
O świecie, na który składa się jedno miasto.
Nic specjalnego. Małe miasteczko unoszące się w jakiejś bliżej nieokreślonej przestrzeni.
Nie ważne gdzie, ani kiedy, ani nawet po co.
Ono po prostu jest, samo w sobie i samo dla siebie.
Jak samospełniająca się przepowiednia.
Miasto to poddawane jest nieustającym transformacjom.
Budynki łączą się ze sobą, tańczą i wirują.
Nigdy nie wiadomo gdzie można się dostać przechodząc przez którekolwiek z drzwi.
Nic nie jest w nim wieczne, lecz całość zyskuje zawsze jakąś niezrozumiałą stabilność.
Nikt jeszcze nigdy się w nim nie zgubił. Nikt nigdy go nawet nie widział, więc kwestie chaotycznej struktury są nieistotne.
To opuszczone miejsce ma swojego stworzyciela, który przebywa w nim cały czas.
Ale to także nieistotne, nieistotnością oczywistości.
Miejsce to jest w pewien sposób najpiękniejsze.
Jego kreator cały czas bawi się w nim magią kolorów, kształtów, form i cieni.
Wszystko co piękne jest w nim zawarte.
Estetyka i brzydota zmieszane razem dają świadectwo istnienia nowej formie piękna.
Ech, opowiadać o tym miejscu to jak próbować zamieścić w jednym krótkim słowie miliardy snów.
Można trafić do dzikiej puszczy i podziwiać gry świateł na cichej tafli jakiegoś jeziora, lub marzyć o zakosztowaniu brutalności jakiegoś wodospadu.
Można w tym mieście zagubić się pod wpływem doznań., lub zaledwie jedno przeżywać przez wieczność.
Jego twórca czasem znajduje w nim miejsca, o których mógłby przysiąc, że ich nie wymyślił.
Kiedyś niespodziewanie trafił na bal, urządzony z barokowym przepychem i elegancką pompą.
Innym razem trafił na proste ulice, które same w sobie umiały uspokoić jego skołatane myśli.
Mógł w nim przeżywać swoje życie pomnożone razy tysiąc.
Zawsze gdzie indziej, zawsze pod wpływem marzenia.
Miejsce to jednak kilkukrotnie zostało zrujnowane, zburzone i spalone.
Jego twórca już nie potrafił w nim cieszyć się z zasobów swojej wyobraźni.
Wszytko traciło barwy, traciło moc i traciło te piękno i prywatną estetykę.
Jego twórca jednak nadal je na nowo kreował.
Ciągle i ciągle, wplatając w osnowę tej niby-rzeczywistości ból, strach, zwątpienie i samotność.
Całość, mimo, że nie była już tak niewinna, zdobywała coraz to nowe głębie.
Nadal to robi.
Oto moja tajemnica, oto cała ja. Oto moje wnętrze.
Centrum mojego jestestwa.
Moje miasto.
Opowiem wam o miejscu jedynym w swoim rodzaju.
O świecie, na który składa się jedno miasto.
Nic specjalnego. Małe miasteczko unoszące się w jakiejś bliżej nieokreślonej przestrzeni.
Nie ważne gdzie, ani kiedy, ani nawet po co.
Ono po prostu jest, samo w sobie i samo dla siebie.
Jak samospełniająca się przepowiednia.
Miasto to poddawane jest nieustającym transformacjom.
Budynki łączą się ze sobą, tańczą i wirują.
Nigdy nie wiadomo gdzie można się dostać przechodząc przez którekolwiek z drzwi.
Nic nie jest w nim wieczne, lecz całość zyskuje zawsze jakąś niezrozumiałą stabilność.
Nikt jeszcze nigdy się w nim nie zgubił. Nikt nigdy go nawet nie widział, więc kwestie chaotycznej struktury są nieistotne.
To opuszczone miejsce ma swojego stworzyciela, który przebywa w nim cały czas.
Ale to także nieistotne, nieistotnością oczywistości.
Miejsce to jest w pewien sposób najpiękniejsze.
Jego kreator cały czas bawi się w nim magią kolorów, kształtów, form i cieni.
Wszystko co piękne jest w nim zawarte.
Estetyka i brzydota zmieszane razem dają świadectwo istnienia nowej formie piękna.
Ech, opowiadać o tym miejscu to jak próbować zamieścić w jednym krótkim słowie miliardy snów.
Można trafić do dzikiej puszczy i podziwiać gry świateł na cichej tafli jakiegoś jeziora, lub marzyć o zakosztowaniu brutalności jakiegoś wodospadu.
Można w tym mieście zagubić się pod wpływem doznań., lub zaledwie jedno przeżywać przez wieczność.
Jego twórca czasem znajduje w nim miejsca, o których mógłby przysiąc, że ich nie wymyślił.
Kiedyś niespodziewanie trafił na bal, urządzony z barokowym przepychem i elegancką pompą.
Innym razem trafił na proste ulice, które same w sobie umiały uspokoić jego skołatane myśli.
Mógł w nim przeżywać swoje życie pomnożone razy tysiąc.
Zawsze gdzie indziej, zawsze pod wpływem marzenia.
Miejsce to jednak kilkukrotnie zostało zrujnowane, zburzone i spalone.
Jego twórca już nie potrafił w nim cieszyć się z zasobów swojej wyobraźni.
Wszytko traciło barwy, traciło moc i traciło te piękno i prywatną estetykę.
Jego twórca jednak nadal je na nowo kreował.
Ciągle i ciągle, wplatając w osnowę tej niby-rzeczywistości ból, strach, zwątpienie i samotność.
Całość, mimo, że nie była już tak niewinna, zdobywała coraz to nowe głębie.
Nadal to robi.
Oto moja tajemnica, oto cała ja. Oto moje wnętrze.
Centrum mojego jestestwa.
Moje miasto.