Wszystko o niczym i nic o wszystkim. Czyli co się dzieje w duszy nihilisty.

I wszystko na nic,
Myślę, że zapomniałam,
Jak powinno brzmieć słowo "talent".

czwartek, 31 marca 2011

Nic

Jestem kanciastą samotnością. Śpiewam w mrokach własnej duszy dźwięczną, lecz niesłyszalną pieśń.
Rozbija się we mnie, raz się mnożąc, raz słabnąc. Mam kogoś, nie mam nikogo. Wszyscy znikają.
Moja pieśń nazbyt rani ich uszy. Moje już jej nie słyszą, bo są nią. Cała nią jestem.
Zagubiona, piękna, szara bogini, pozostawiona samej sobie na martwym, krzyczącym o utraconym życiu wrzosowisku.
Obdarte z duszy drzewa pragną już nie wody i życia. Wiedzą, że się nie odrodzą. Błagają o ogień.
By dopiero kiedyś wrócić, kiedy zapomną swoje stopniowe umieranie.
 Cały czas wypływa ze mnie melodia pełna płaczącego rytmu. Oni cały czas odchodzą, zostawiają mnie!
Zimno mi i martwo. Nikt nie chce poznać kątów, które ranią.
Jestem taka zabawna! Taka Zabawna... Zabawna... Przecież to ja odtrącam wszystkich.
Osamotniona samotność. Nikt nie interesuje się nikim, nikt nie ma kogoś, kto martwiłby się o niego bardziej, niż o siebie.
Egocentryczny egoizm został zwiany z powierzchni mojej planety. Rozdarty na malućkie kawałeczki.
Kimże jestem? Kto mi powie? Czy ja istnieję? Nie, nie mogę istnieć... Ale jestem.
Jak coś tak żałosnego, nieznacznego, może mieścić w sobie tyle bólu?
Zanudzona nuda i ból istnienia. Nie ma! Nie ma! Nie ma nikogo...
Już nie niewinna, głuputka, słodycz. Nie pragnienie zabawy, nie.
Dajcie mi zapomnieć o przemijaniu... Dajcie zapomnieć o kruchości...
Po co to wszystko?
Bóg jest najgorszym sadystą. I największym egoistą. Może być czymkolwiek, w końcu i tak go nie ma.
Kolorowa piłeczka spada na popioły mojej duszy. Chcę, chcę jej dotknąć!
Ucieka. Łapię ją. Ona znika. Nie było jej wcale. To tylko imaginacja. Mała okrutna dawka nadziei.
Wszyscy jesteśmy martwi praktycznie od dnia narodzin.
Żyjemy tylko w kilku procentach określających działalność naszego mózgu.
Dziewięćdziesiąt kilka procent jest nadal cały czas martwa.
Patrzę na innych i nie rozumiem niczego co mówią.
Czyżby tak łatwo było im zapomnieć? Może to dzięki innym? Może dlatego człowiek jest zwierzęciem stadnym?
Jestem tylko pacynką.
Jestem kukiełką.
Jestem manekinem.
Jestem lalką, która nie wie co i czemu robi.
I tylko łzy tej świadomości szklą się na moich nic nie czujących oczach duszy.
Nic nie wiem...
Jestem pustką przepełnionego nihilizmu.