By chwilę pieścić myślą, w zakochaniu gorzkim,
Życzę sobie kanciastej przepaści cynicznej mądrości,
I wrzaskiem inteligencji aksjomatycznej aroganckim,
Wytańcz ze mną płacz dystansem (dysonansem) złości i przepaści.
Rzeczonej miłości, mowy niewielkości, porodem
Żartu, parodią wolności, poruszamy się tangiem,
Na okrągło, tak samo, gwałcąc swoją godność;
Spiralą;
kocham- nie kocham, nienawidzę- pragnę.
Wołam; rozszarpuj ale,
Nie zostawiaj.
Opcja wiecznego wczytywania.
Crescendo spojrzenia przez spojrzenie; wzroku cierpkiego przesilenie;
Toccata na dłoni, przez dłoń, od słów, do słów (twych snów); kochanie ciał.
I narkotycznie pełnych dusz- uzależnieni sobą, pod intermezzo orgazmu niemego narkozą.
Wariacje indywidualizmu- pomnożyć razy dwa (szept- to ekstazy gra)
i kulminacje zdusić w wargach skargą
Pod hipnozą.
Fale rozmnażają się od źródła...
Rozbijają się; krokiem od kroku, od środka do środka
Śpiewem imadła, miłością przepadła.
Melodia.